Pobyt na kostarykańskiej ziemi rozpoczęliśmy od zwiedzania stolicy – San Jose. Spodziewając się kompletu na niedzielnym klasyku Saprissa – Herediano znaleźliśmy supermarket Mas x Menos gdzie znajduje się kasa, w której można nabyć bilety na różne imprezy masowe w tym mecze Saprissy.
Przesuwając się coraz bliżej kasy mój towarzysz wyprawy Jarek zwany „Jasiem” wydumał: „tu nie ma nawet ekranu by wybrać miejsca, może chodźmy na stadion?”. Szybka konsultacja z Jose – znajomym Tico czy kasy stadionowe są czynne i decyzja. Jako, że mamy sporo czasu to gardzimy ticobusem i ruszamy z przysłowiowego buta by móc z bliska przyjrzeć się przedmieściom. Trasa okazuje się niezbyt przyjazna bo poza centrum miast w Kostaryce nie ma chodników, a piesi nie mają żadnych praw na drodze, do tego przez chwile nasza trasa wiodła nawet poboczem ekspresówki.
Po godzinie wędrówki naszym oczom ukazuje się jedna z trybun stadionu na przedmieściach stolicy.

Wchodzimy do środka wypytując ochronę o klubowe biuro, chcąc uzyskać wejściówki dla prasy na najbliższy mecz i zwiedzić obiekt. Okazuje się po raz kolejny, że z angielskim jest tu gorzej niż przypuszczałem ale łamanym hiszpańskim dogaduje się i kierują nas do recepcji. Tam z angielskim było ciut lepiej i po chwili słyszymy jak sekretarka opowiada o nas przez telefon.
Dostajemy klejkę z danymi rzecznika prasowego i zanim wykręciłem jego numer pojawił się Alfredo – pracownik fundacji Saprissa, który zaprasza nas na wycieczkę po obiekcie.

Nasz przewodnik po stadionowych korytarzach
Ruszamy oglądać zaplecze gdzie są szatnie i biura, a następnie wychodzimy tunelem na płytę boiska.

W narożniku znajduje się popiersie Ricardo Saprissy, a my ruszamy wokół boiska w kierunku ławek rezerwowych, w trakcie dopytuje naszego przewodnika i okazuje się, że na mecze podwyższonego ryzyka bilety obok siebie mogą kupić wyłącznie członkowie tej samej rodziny. Ma to na celu zakazanie udziału zorganizowanym grupom kibiców gości w spotkaniach.
Stadion leży w Mesecie Centralnej u podnóża gór przez co panuje tu „architektura przeciągu” co przynosi ulgę gdy tak jak dziś jest tu na termometrach ponad 30 stopni.
Pomimo kilkudziesięciu lat od budowy, obiekt jest w dobrym stanie, konstrukcja chociaż prosta to funkcjonalna posłuży Monstruo Morado jeszcze przez wiele lat jako największy i najlepszy stadion ligowy w tym kraju.

