Na kostarykańskiej ziemi: Estadio Ricardo Saprissa Aymá

Pobyt na kostarykańskiej ziemi rozpoczęliśmy od zwiedzania stolicy – San Jose. Spodziewając się kompletu na niedzielnym klasyku Saprissa – Herediano znaleźliśmy supermarket Mas x Menos gdzie znajduje się kasa, w której można nabyć bilety na różne imprezy masowe w tym mecze Saprissy.

Przesuwając się coraz bliżej kasy mój towarzysz wyprawy Jarek zwany „Jasiem” wydumał: „tu nie ma nawet ekranu by wybrać miejsca, może chodźmy na stadion?”. Szybka konsultacja z Jose – znajomym Tico czy kasy stadionowe są czynne i decyzja. Jako, że mamy sporo czasu to gardzimy ticobusem i ruszamy z przysłowiowego buta by móc z bliska przyjrzeć się przedmieściom. Trasa okazuje się niezbyt przyjazna bo poza centrum miast w Kostaryce nie ma chodników, a piesi nie mają żadnych praw na drodze, do tego przez chwile nasza trasa wiodła nawet poboczem ekspresówki.

Po godzinie wędrówki naszym oczom ukazuje się jedna z trybun stadionu na przedmieściach stolicy.

Brama główna stadionu

Wchodzimy do środka wypytując ochronę o klubowe biuro, chcąc uzyskać wejściówki dla prasy na najbliższy mecz i zwiedzić obiekt. Okazuje się po raz kolejny, że z angielskim jest tu gorzej niż przypuszczałem ale łamanym hiszpańskim dogaduje się i kierują nas do recepcji. Tam z angielskim było ciut lepiej i po chwili słyszymy jak sekretarka opowiada o nas przez telefon.

Dostajemy klejkę z danymi rzecznika prasowego i zanim wykręciłem jego numer pojawił się Alfredo – pracownik fundacji Saprissa, który zaprasza nas na wycieczkę po obiekcie.

Ruszamy oglądać zaplecze gdzie są szatnie i biura, a następnie wychodzimy tunelem na płytę boiska.

Darczyńca pierwszych strojów meczowych dla klubu.

W narożniku znajduje się popiersie Ricardo Saprissy, a my ruszamy wokół boiska w kierunku ławek rezerwowych, w trakcie dopytuje naszego przewodnika i okazuje się, że na mecze podwyższonego ryzyka bilety obok siebie mogą kupić wyłącznie członkowie tej samej rodziny. Ma to na celu zakazanie udziału zorganizowanym grupom kibiców gości w spotkaniach.

Stadion leży w Mesecie Centralnej u podnóża gór przez co panuje tu „architektura przeciągu” co przynosi ulgę gdy tak jak dziś jest tu na termometrach ponad 30 stopni.

Pomimo kilkudziesięciu lat od budowy, obiekt jest w dobrym stanie, konstrukcja chociaż prosta to funkcjonalna posłuży Monstruo Morado jeszcze przez wiele lat jako największy i najlepszy stadion ligowy w tym kraju.

Trybuna główna

Zmiany w CONCACAF League i Champions League

Dzisiejszego poranka zastałem na skrzynce mail od biura prasowego federacji CONCACAF o zmianach jakie przegłosowano wczoraj – 11 lutego w Miami.

Poszerzona o rundę eliminacyjną zostaje CONCACAF League od sezonu 2019, który wystartuje już w lipcu przez co liczba uczestników zwiększy się z 16 do 22 klubów. Oprócz 5 klubów z Ameryki Środkowej (dotychczas grających w Lidze Mistrzów CONCACAF bez eliminacji) dołączy do rozgrywek także mistrz nowo utworzonej ligi kanadyjskiej.

Najbardziej karkołomna do wyjaśnienia jest zasadnicza część turnieju. Zostaje zachowany system turniejowy mecz i rewanż obejmujący 1/8, 1/4, 1/2 finału i sam finał jednak wzrośnie liczba drużyn, które zakwalifikują się do Ligi Mistrzów CONCACAF (dotychczas tylko zwycięzca). Do Ligi Mistrzów awansują wszyscy półfinaliści oraz dwaj ćwierćfinaliści z najlepszym bilansem punktowym (punkty liczone od 1/8 finału jak w lidze regularnej).

Niestety zmiana ta odbiera bezpośredni awans do Ligi Mistrzów jakiemukolwiek klubowi z UNCAF czyli federacji Ameryki Środkowej. Wszyscy staną do rywalizacji w CONCACAF League by uzyskać promocje do topowej imprezy.

Pewni gry w CONCACAF Champions League będą jedynie Amerykanie, Meksykańczycy i zdobywca trofeum najlepszego klubu kanadyjskiego oraz o ironio…mistrz najsłabszej podfederacji CONCACAF – Karaibów.

Zmiana formatu na pewno dodaje atrakcyjności Lidze CONCACAF jednak to prztyczek w nos dla federacji Ameryki Środkowej,a nobilitacja dla klubowego mistrza Karaibów.

Wywiad z Ryszardem Orłowskim

Przygotowując się do Magazynu Lig Egzotycznych w WeszłoFM nawiązałem kontakt z jednym z najbarwniejszych polskich szkoleniowców pracujących poza jego granicami. Trenował on reprezentacje karaibskie, azjatyckie,a także te z Ameryki Centralnej. Ryszard Orłowski bo o nim mowa odpowiedział na kilka moich pytań

Czym obecnie się Pan zajmuje ?

Dalej pomagam reprezentacji Belize jako doradca, ponadto współpracuje z reprezentacją Hondurasu i rozwijam pewien projekt piłkarskich w Indiach związany z jej rozwojem w tym kraju.

Co skłoniło Pana do pracy w Anguilli? Belize to przy tym kraju zdecydowanie wyższy poziom organizacyjny i sportowy.

Sztuka jest zrobić coś z niczego, a ja lubię nowe wyzwania. Po 15 latach porażek reprezentacja Anguilli wygrała ze mną 3 mecze z rzędu i dało to wiarę piłkarzom, że tylko dobra praca na treningu i dyscyplina przyniesie sukces, a przy tym wysłałem młodego piłkarza z tej małej ale chyba najpiękniejszej wyspy nie tylko na Karaibach ale i na Świecie do Anglii .

Jak wspomina Pan te pracę ? Był to krótki okres, dlaczego ?

Działacze nie byli zainteresowani rozwojem – nie mogłem znaleźć z nimi wspólnego języka. Dotyczyło to piłki na każdym szczeblu, nie planowali pracy długofalowej, wszystko co organizowali było sklecane na ostatnia chwilę i nie inaczej było z reprezentacją. Brakowało im celu, a wymówką na wszystko był brak funduszy. Chciałem wysłać jednego z moich zawodników do Radomiaka Radom, wszystko dopiąłem na ostatni guzik, a koniec końców federacja nie dała rady nawet opłacić mu biletu lotniczego do Polski. Po tym jak prezydent federacji odmówił wyjazdu na dwa w całości opłacone przez gospodarzy mecze towarzyskie zdecydowałem się spakować i wyjechać. Z tego co wiem nic się tam nadal nie zmieniło.

Później było Belize.

Ofertę z federacji Belize miałem jeszcze wcześniej ale skorzystałem z niej dopiero po pracy na Karaibach. Wszystko jest tutaj poukładane o co dba prezes federacji. Miałem do dyspozycji kierowcę z autem i ochroniarza. Ten drugi jest zbędny bo to naprawdę bezpieczny kraj. Warunki były optymalne: dwa boiska trawiaste i jedno ze sztuczną trawą.

Co może Pan powiedzieć o samym kraju

Ludzie tam są otwarci i sympatyczni, żyje się tam naprawdę dobrze, a kraj rozwija się głównie dzięki turystyce.

Jakie są największe różnice, które dzielą Belize i Anguillę?

To dwa zupełnie różne kraje, geograficznie i piłkarsko. Belize jest znacznie większe, a piłka nożna profesjonalna oraz na wyższym poziomie. Gracze z Belize mają predyspozycje fizyczne do gry w piłkę jednak czeka ich wiele pracy nad techniką użytkową.

Pracował Pan tam z królem strzelców eliminacji Mistrzostw Świata.

Tak to prawda, Deon McCaulay był wraz z Luisem Suarezem najlepszym snajperem eliminacji Mistrzostw Świata w 2014 roku. Michael Salazar grał w Montreal Impact w MLS, a kolejny mają predyspozycje do gry w Europie i wkrótce to nastąpi.

Otrzymywał Pan oferty pracy w Polsce? Czy był by Pan zainteresowany?
Planuje wrócić kiedy mój syn zakończy studia. Będę mieszkał w moich rodzinnych Gorzkowicach w województwie łódzkim. Ofert nie miałem, łatwiej o oferty z małych piłkarskich federacji, do których wysyła się zwykle CV mailem.

Gdzie było Panu najlepiej ?

Najlepiej czułem się w Nepalu. Wygraliśmy z Indiami pierwszy lat od wielu dekad. Widziałem Mount Everest, zwiedziłem cały kraj, a także byłem na… nepalskim weselu. Anguilla także była piękna: plaże, znani ludzie z całego świata i karaibski klimat to idealne miejsce do życia. Belize zaś to dzikie dżungle, wodospady czy góry. Wszędzie było mi dobrze, wszędzie czegoś się nauczyłem.

zbiory prywatne Ryszarda Orłowskiego


Rozmowa o karaibskiej piłce

Wczoraj gościłem w radio Weszło FM gdzie na zaproszenie Adama Kotleszki porozmawialiśmy w jego Magazynie Lig Egzotycznych o piłce klubowej na Karaibach.

Przygotowując się do audycji pogadałem chwilę z Lasana Liburd’em, redaktorem naczelnym serwisu wired868.com publikującego o piłce nożnej w Trynidadzie i Tobago. Zapis tej krótkiej rozmowy znajdziecie poniżej.

Jak wygląda obecnie sytuacja w lidze Trynidadu i Tobago ?

– Obecnie sytuacja pogorszyła się względem 10 lat wstecz. Wtedy najlepsi gracze potrafili zarabiać 4 tysiące euro dziś tylko najlepsi zarabiają tysiąc euro na miesiąc.

Liga nadal jest profesionalna?

Tylko na papierze, tytułuje się jako profesjonalna ale de facto od kilku lat większość graczy oprócz gry w piłkę pracuje zarobkowo. Liga zalicza regres względem lat ubiegłych i widać to zdecydowanie także w Karaibskiej Lidze Mistrzów.

Czy zatem grozi lidze Trynidadu degradacja z Ligi Mistrzów Karaibów gdzie mogą grać tylko ligi profesjonalne do Caribean Club Shield dla amatorów i profesjonalistów ?

Na razie nie słychać o takiej groźbie.

W takim razie reprezentacja. Nie macie już gwiazd pokroju Yorka czy Latappy’ego ale udało Wam się awansować do ostatniej rundy eliminacji i pogrążyć tam Stany Zjednoczone.

Tak, jednak reprezentacja nadrabia braki w umiejętnościach indywidualnych, grą zespołową dzięki czemu  udało się w bólach ale jednak awansować do ostatniej rundy eliminacji.

Kto zastąpił gwiazdy pokroju Dwighta Yorka w reprezentacji ?

– Aktualnie najlepszym graczem jest Kevin Molino z Minnesoty United, innym ciekawym zawodnikiem jest obrońca Joevin Jones z Darmstadt, który gra w 2 Bundeslidze…

Właśnie na testy dołączył tam jego brat – Alvin

Tak, jego brat jest pomocnikiem grającym w  W Connection – lidze Trynidadu i Tobago. Wyjechał z Darmstadt na obóz do Walencji w styczniu tego roku.

Piłka w moim kraju jest w regresie, kiedyś Trynidad miał 5 reprezentatów w angielskiej Premiership, dziś ani jednego, słabsza jest też liga.

Przechodząc do piłki lokalnej-  Mekeil Williams. Grał w moim klubie – Pogoni Szczecin kilka lat temu, co u niego?

Tak, Mekeil po przygodzie z MLS aktualnie gra na zapleczu tej ligi w USL jednak stracił status zawodnika „international level” i nie jest powoływany do kadry w ostatnich latach. Nie zanosi się aby powrócił do MLS w najbliższym czasie.

Czy zdarzają się nagminnie na Karaibach transfery bezpośrednie do Europy, czy naturalnym jest przystanek w drodze do Europy w lidze USL, MLS ?

Zdarzają się takie przypadki jednak najczęściej gracze wybierają USA z uwagi, na ten sam język i rodzinę, która przebywa w Stanach. Kolejną grupą są zawodnicy wychowani piłkarsko, a często także życiowo w Anglii. Pojedyncze jednostki trafiają do Europy jak wspomniany chociaż Mekeil Williams z różnym skutkiem.

Zostańmy na Karaibach, w kwietniu kolejna edycja Ligi Mistrzów. Kto należy do faworytów?

Na pewno były by to zespoły zeszłorocznego triumfatora – Republiki Dominikany gdyby tylko w niej uczestniczyły w tym roku. W związku z tym liczę na kluby z mojej ojczyzny, a spróbują przeszkodzić im Jamajczycy.

Która liga dziś jest mocniejsza, Jamajki czy Trynidadu i Tobago?

To trudne do oceny bo drużyny z obu lig mierzą się ze sobą jedynie raz, dwa razy do roku. Na pewno ten dystans zmniejszył się w ostatnich latach na korzyść Jamajki i dziś nie ma już większych różnic.

Ostatnio bardzo szybko rozwija się liga Dominikany, która moim zdaniem jest teraz najmocniejsza na Karaibach, podzielasz to zdanie ? Mimo to w tym roku zabraknie jej przedstawicieli w Lidze Mistrzów, dlaczego?

Tak, Dominikana to największe pieniądze i najbardziej profesjonalna liga, która jest aktualnie najmocniejsza w podstrefie Karaibów. Z tego co wiem nie zagrają z powodów formalnych…federacja nie zgłosiła kompletów dokumentów na czas…Takie rzeczy jeszcze się tutaj zdarzają.

Portoryko podobnie, ani rok temu ani w tym roku nie będzie ich w międzynarodowych rozgrywkach klubowych, a jeszcze kilka lat temu potrafili dotrzeć do półfinału Ligi Mistrzów CONCACAF czyli turnieju o wyższej randze.

Tak, to efekt potężnego huraganu, który nawiedził wyspę i dokonał licznych zniszczeń. Kluby ucierpiały infrastrukturalnie i skupiły się na odbudowie w lidze krajowej stąd brak ich w rozgrywkach karaibskich, do których akces jest dobrowolny.

Czy nadal żywa jest koncepcja karaibskiej mutacji MLS? Temat żyje od lat 90tych i doczekał się nawet kilku sezonów rozegranych rozgrywek.

Aktualnie nie ma takiego tematu, co jakiś czas pojawiają się nowi biznesmeni, którzy tak jak ci w latach 90tych mają ambicje by stworzyć regularną ligę dla najlepszych klubów z Karaibów jednak zawsze na drodze stają finanse, a także niezbyt rozbudowana siatka połączeń lotniczych pomiędzy karaibskimi krajami. Nic nie wskazuje na to by te problemy miały ustać a liga ponownie wrócić do gry.

Transfery w zimowym okienku – Kostaryka

Czas wykorzystać krótką przerwę świąteczno-noworoczną w Primiera Division aby napisać o tym co teraz przyciąga uwagę wszystkich kibiców – doniesienia transferowe

Stranieri w Europie:

Keylor Navas pomimo przedłużenia umowy nie gra zbyt wiele i jest obiektem zainteresowania ze strony AS Roma i Arsenal Londyn.

Katalońskie media donoszą o możliwej zmianie klubu przez Oscara Duarte, stopera Espanyolu Barcelona, który pochodzi z Nikaragui.

Giancarlo Gonzalez nie cieszy się uznaniem szkoleniowca FC Bolognia – Filippo Izaghi’ego i wielce prawdopodobne, że w tym okienku zmieni klub.

Ten sam problem ma piłkarski turysta Joel Campbell z Frosione Calcio. Klub pikuje do Serie B, a po błysku w oczach tego zawodnika z Copa America gdzie wywalczył transfer do Arsenalu nie ma już śladu i rzadko podnosi się on z ławki dla rezerwowych.

Grającego w League One Sunderlandu nie stać na dalsze utrzymanie Bryana Oviedo więc zapewne zmieni on klub w tym okienku.

Problemy natury sportowej ma za to od dłuższego czasu Cristian Gamboa i były obrońca BK Rosenborg nie jest już pożądany na Celtic Park więc jego manager ma ręce pełne roboty.

Dylan Flores jest na celowniku ligowego mocarza – Steauy Bukareszt.

Odejście Deyver’a Vegi z norweskiego SK Brann po wygaśnięciu kontraktu wraz z końcem roku stało się faktem.

Poza europejskie ruchy transferowe to:

Elias Aguilar, który poprzedni sezon spędził w Korei podpisze kontrakt z FC Jeju z tego samego kraju.

W MLS Kendell Watson zamienił Vancouver Whitecaps na FC Cincinnati, a jego reprezentacyjny kolega Rodney Wallace po pobycie w New York Red Bulls nowy sezon zagra w Sporting Kansas City. Marco Urena zagra w Chicago Fire, a Aril Lassiter z rezerw LA Galaxy przenosi się do Liga Deportiva Alajuelense. Roy Miller po mariażu z Portland Timbers wraca do Kostaryki zupełnie jak Waylon Francis, który nie znalazł uznania Seattle Sounders i jest łączony z CS Herediano.

Transfery wychodzące z ligi:

Giovanii Clunie z CS Cartagines do japońskiej Zweigen Kanazawa.

Wilmer Azofeifa z AD Santos de Guapiles do ligi norweskiej, jaki będzie to klub okaże się lada dzień.

Johan Venegas z Saprissy trafi do ligi japońskiej ale klub nie został jeszcze ogłoszony.

Jonathan McDonald i Jose Miguel Cubero z LDA mają oferty z ligi chińskiej .

Allan Cruz z CS Herediano jest na celowniku hiszpańskiego Deportivo La Corunia i Morelia FC z Meksyku

źródło: deporticos.co.cr



Ligowa piłka w kraju „Ticos”

Na końcu świata, pośród unikalnej i dziewiczej przyrody leży Kostaryka. Kraj ten Polakom kojarzyć się może jedynie z naszym występem na otarcie łez podczas Mistrzostw Świata w Niemczech  oraz od niedawna z bramkarzem Realu Madryt – Keylorem Navasem.

Raj na ziemi

Kostaryka to kraj uważany przez wiele instytucji za najlepsze miejsce do życia, a jego obywatele – „Ticos” postrzegani są jako najszczęśliwsi ludzie naszej planety. Wynika to z dostatku jaki panuje w „Szwajcarii Ameryki Środkowej” jak mówi się o Kostaryce oraz przepięknym i unikatowym przyrodniczym ekosystemie, który zamieszkuje 2% światowej populacji roślin i zwierząt (najwięcej w odniesieniu do pojedyńczego kraju na świecie) co jest ewenementem tym bardziej gdy zdamy sobie sprawę, że kraj ten wielkości kilku polskich województw, zamieszkuje ledwie niecałe 5 milionów obywateli.

Kostaryka zawdzięcza swoje piękno tym, że jej obywatele to nie „zarobkowi ekolodzy”, a autentyczni miłośnicy przyrody i dzikiej natury, którzy dbają o nią do tego stopnia, że jest to jedyny kraj na świecie w 100% zasilany zieloną energią elektryczną. Zaś swoją dobrą sytuacje materialną, rozwinięte szkolnictwo i opiekę medyczną zawdzięczają głównie decyzji prezydenta z 1948 roku by po wojnie domowej jako pierwsze państwo na świecie zrezygnować z armii. Jednym z jego poprzedników był Polak – Teodor Picado Michalski, syn polskiej lekarki, którzy rządził Kostaryką także z fotela prezydenta.

Sami Kostarykańczycy nazywani są w regionie bogaczami oraz „Ticos”, to drugie określenie wzięło się z hiszpańskiego zdrobienia „momentico” (chwileczkę) co dobrze obrazuje niepośpieszne i radosne usposobienie obywateli „Bogatego Wybrzeża” jak nazwał je, jego odkrywca Krzysztof Kolumb po którym pozostała tu waluta nazwana od jego nazwiska czyli kostarykańskie colones.

Liga de Fútbol de Primera División

Wbrew pozorom, pomimo tego, że cytując klasyka-  okoliczności nie sprzyjają tu grze w piłkę to gra się tutaj i to całkiem na poważnie. Liga kostarykańska to najmocniejsze rozgrywki w Ameryce Środkowej, które ustępują w strefie CONCACAF zaledwie meksykańskiej Liga MX oraz amerykańskiej MLS. Zarobić, też można godnie bo największy klub tego kraju – III zespół Świata z 2005 roku Deportivo Saprissa, które zatrzymał dopiero Liverpool, potrafi zapłacić swoim najlepszym graczom nawet 10 tysięcy dolarów miesięcznie czego pozazdrościć im mogą liczni gracze MLS.

Dwunastozespołowa Primiera Division słynie z autorskiego i  jednego z najbardziej skomplikowanych systemów rozgrywek, który mało tego jest częstokroć modyfikowany tak jak ma to miejsce w tym roku gdzie oprócz play-off sezonu zimowego (Verano) gra się jeszcze Gran Final gdzie mierzą się: mistrz ligowego sezonu zimowego z triumfatorem jego play-off. Sam system Invierno (zima) i Verano (lato) jest także autorski w odróżnieniu od popularnego w Ameryce Łacińskiej: Apertura (otwarcia) i Clausura (zamknięcia).

Kostarykańscy ligowcy nie narzekają na przemęczenie długim sezonem choć zdecydowanie by mogli ponieważ kostarykański Club Sport Herediano w tym roku rozegrał już 68 meczy, a 69ty- prawdopodobnie najważniejszy właśnie przed nimi. Pomimo tak ekstremalnych obciążeń wciąż radośnie biega tam Junior Diaz Campbell, ten 35 letni defensor znany w Polsce, z najlepszych lat „Białej Gwiazdy” wrócił do klubu, którego jest wychowankiem po wieloletnich wojażach europejskich zakończonych w niemieckiej Bundeslidze.

Liga ta, jak każda szanująca się posiada swoje „Wielkie Derby”, a w tym wypadku nawet „Grande Trio”, które tworzą wymienione już powyżej: Purpurowy Potwór „El Monstruo Morado” czyli Deportivo Saprissa, Club Sport Herediano oraz LD Alajuelense, z którym wiąże się drugi i ostatni polski akcent w historii tej ligi. Mowa o Marcelo Sarvasie, który grał w Ekstraklasie dla warszawskiej Polonii, po rozpadzie której trafił właśnie do Kostaryki by tak zabłysnąć w Lidze Mistrzów CONCACAF przeciwko Los Angeles Galaxy, że „Galaktyczni” z miejsca zakontraktowali go na kilka lat do gry obok David’a Beckhama, który jeszcze przed chwilą, po wspomnianej rywalizacji pogardził wymianą koszulek z Brazylijczykiem.

Ligę kostarykańską obok dosyć wysokiego poziomu szczególnie porównując ją z polską Ekstraklasą cechuje ponadto niesamowite tempo gry i ofensywne usposobienie wszystkich zespołów. Same finały poszczególnych części sezonu czyli play-off oprócz wysokiego poziomu mają do zaoferowania bardzo zacięte rywalizacje co doskonale obrazują wyniki tegorocznego Invierno gdzie żaden z zespołów nie wygrał meczu różnicą większą niż jedną bramką, a wszystkie dwumecze: półfinałowe, a także finałowy kończyły się dopiero na serii rzutów karnych.

Finał tuż, tuż

Każdy kto ma ochotę na odrobinę egzotycznej, pełnej ofensywnego usposobienia piłki nożnej powinien oderwać się od świątecznych przygotowań i zasiąść w najbliższy niedzielny wieczór o godzinie 23:00 przez laptopem lub telewizorem podłączonym do sieci i na ogólnodostępnych stream’ach także na polskim blogu i fanpage’ach o kostarykańskiej piłce (CRfutbolPL) zobaczyć te radosną piłkę rodem z najszczęśliwszego kraju na naszym globie. Blisko 25 tysięczny Estadio Ricardo Saprissa wypełni się do ostatniego krzesełka, a atmosfera przypominać będzie te z argentyńskich stadionów, w które zapatrzeni są „Ticos” pomimo represji jakie spadają na lokalnych ultrasów ze strony władz tego pacyfistycznego społeczeństwa.

Robert Juszczyk CRfutbolPL

Liga kostarykańska w telewizji

Nareszcie znalazłem czas by popełnić kolejny wpis.  Pomysł powstał już kilka tygodni temu i przy okazji kolejnych oglądanych spotkań, zbierałem materiały na jego powstanie.

Ktoś postronny mógłby pomyśleć –  liga kostarykańska w telewizji ? Pewnie od niedawna w kolorze, bez jakości HD, kręcona na 3 kamery na krzyż. Zapewne sądzi tak większość kibiców piłki nożnej, którzy o tej egzotycznej dla Polaków lidze nie wiedzą zbyt wiele.

Realizacja telewizyjna ligi w Kostaryce to światowy top. Śmiem twierdzić, że jest lepsza niż naszej Ekstraklasy co za chwilę Wam drodzy czytelnicy zamierzam udowodnić.

Prawa telewizyjne do ligi posiada kilka kanałów. Ponadto transmitowana jest także Liga de Ascenso czyli II liga kostarykańska. Wykupuje się prawa do meczy domowych poszczególnych klubów co jest nowością dla polskich kibiców, a także osobno prawa do meczy topowych (finały Invierno, Verano etc.).  Telewizja Repretel (Canal 6) ma prawa do domowych spotkań: LD Alajuelense, Guadalupe, AD Grecia i FC Limon. Teletica z kolei na swoich kanałach pokazuje mecze Deportivo Saprissa, CS Cartagines, Perez Zeledon. TD+ pokazuje jedynie AD Carmelita zaś Multimedios oferuje spotkania CS Herediano, AD San Carlos i Universidad Costa Rica. Jeśli chodzi o zaplecze to prawa rozkładają się następująco:

Studio przedmeczowe –  najnowsze technologie wirtualnej rzeczywistości, przedstawianie sylwetek zawodników w technologii 3D czy wirtualne tabele i statystyki wyświetlane także w trójwymiarze to codzienność kostarykańskiej telewizji.

Po wstępie w telewizyjnym studio prowadzący oddaje głos do komentatora i reporterów pracujących na płycie boiska. Co ciekawe kamera, krąży wśród rozgrzewających się piłkarzy co w Polsce raczej nie miało by racji bytu.

Ponadto reporterzy przeprowadzają wywiady w tunelu oraz podczas wychodzenia piłkarzy na murawę, a także z… kibicami zasiadającymi na trybunach.

Telewizja korzysta z znanego już na całym świecie systemu nanoszenia grafiki na murawę w czasie rzeczywistym.

Liga kostarykańska jest ligą mocno skomercjalizowana na wzór amerykańskiej MLS, która jest im bliska. Stadiony i koszulki pełne są reklam sponsorów nie inaczej jest w telewizji. Jednak telewizja to już standardy zupełnie obce tym znanym nam w Polsce. Przed najważniejszymi meczami mini show robią maskotki znanej sieci sklepów z RTV i AGD – Gollo.

Komentatorzy meczów w trakcie ich trwania odczytują pełni pasji reklamy o fantastycznej ofercie sieci fast food, telefonii komórkowej czy pizzerii, często ma to miejsce w towarzystwie grafiki czy animacji.

Przechodząc do samego spotkania, każda bramka strzelona w Ameryce Łacińskiej bez względu na jej wagę jest celebrowana w sposób wyjątkowy. Komentator nabiera powietrza by przez długi czas przeciągać okrzyk „gooooooooooooool”, a do tego jest on dopełniony efektem echa, który nanoszą realizatorzy dźwięku na głos komentarza zaraz po trafieniu.

Kolejna ciekawostka to skróty. Nie sposób uświadczyć w transmisji meczowej skrót z całego spotkania po jego zakończeniu. Skróty przedstawiają jedynie sytuacje z danej połowy, ewentualnie w wypadku dogrywki i karnych obejmują je wraz z sytuacjami z drugiej połowy. Ponadto na grafice ekranowej czas danej połowy liczy się od 0 więc nigdy nie uświadczymy na niej 90 minuty gry.

Gdy mecze rozgrywane są w tym samym czasie, bramką na innych stadionach towarzyszy dźwięk znany z rodzimej Multiligi, z tym, że z racji braku praw gole nie są pokazywane, a na ekranie widnieje graficzny przekaz z wynikiem i strzelcem.

Mam nadzieje, że dzięki temu wpisowi zachęcę tych jeszcze niezdecydowanych do obejrzenia tej ligi chociaż raz aby przekonać się o jej niezwykłości.

Hymny klubowe

Kostarykańskie kluby praktycznie bez wyjątku posiadają swoje oficjalne klubowe hymny. Ponadto najpopularniejsze z nich zagrzewane są do boju przez utwory skomponowane przez kibiców. Przedstawie w tym wpisie wszystkie z nich mi znane.

Rodzaje muzyki i ich różnorodność doskonale pokazują jaką mieszanką kulturową jest Kostaryka. Meksykańskie wolne kawałki, typowe latynoskie utwory grane przez starszych wąsatych panów, pop, a nawet muzyka elektroniczna. Do tego pochodne reggae i ska w klubach, które wywodzą się z rejonów zamieszkałych przez Karaibów.

Deportivo Saprissa z racji swojej dużej popularności ma w czym wybierać jednak oficjalny „himno” to klasyka gatunku dla tego regionu

Fani zaś stworzyli własną aranżacje w stylu pop i jego latynoamerykańskiej odmianie.

Liga Deportiva Alajuelense drugi co do popularności klub w kraju ma hymn stylizowany na te narodowe w tym regionie.

Kibice preferują inne – rockowe „klimaty”

Club Sport Herediano może pochwalić się klasycznym hymnem klubowym, za to najbardziej wpadł mi w ucho utwór nieoficjalny, który żywcem wyjęty jest z kultowej gry Tropico czy serialu Narcos.

Mój ulubiony utwór klubowy z Kostaryki poniżej

CS Cartagines klub z pierwszej historycznej stolicy kraju – Cartago. Ponad 180 tysięczna społeczność tego miasta słucha przed meczami tego całkiem sympatycznego utworu, który łączy muzykę elektroniczną i klasyczne latynoskie pląsy gitarowe:

AD San Carlos wyróżnia żeński wokal i styl rodem z telenoweli.

Warto na chwilę zatrzymać się przy hymnie Limon FC. „Karaibska Trąba” jak mawia się o zielono-białych posiada hymn odpowiedni do swoich karaibskich korzeni. Miasto zamieszkanie głównie przez czarnoskórych przybyszy z wysp morza Karaibskiego i owiane niezbyt dobrą sławą. Utwór ten można sklasyfikować w granicach reggae i ska.

Municipal Perez Zeledon to czysta muzyka klubowa.

Santos Gualapiles postanowił stylem hymnu nawiązać do swojej brazyliskiej nazwy.

Najdalej wysunięty klub na północ do niedawna grający w Primiera Division czyli Municipal Liberia poszedł w meksykańskie wolne takty

Scena kibicowska Kostaryki

Czas na opisanie niepiłkarskich smaczków ze stadionów Kostaryki. Ruch kibicowski na Kostaryce ma się dobrze pomimo pacyfistycznego nastawienia „Ricos” potrafią oni wnieść sporo kolorytu na trybuny za sprawą grup ultras, a czasem nawet wywołać stadionowe zamieszki.

Poniżej przedstawie najważniejsze grupy kibicowskie w Kostaryce lecz najpierw winien jestem Wam wprowadzenie do tematu. Początki ruchu kibicowskiego na Kostaryce sięgają wcale nie tak głęboko w historie bo do ostatniej dekady XX wieku. Kostarykańczycy swój ruch kibicowski upodobnili do sceny argentyńskiej gdzie dominują szarfy i pasy rozwijane od dołu do góry trybun, serpentyny, konfetti, świece dymne oraz race ale także…sekcja dęta 😉 Nie brakuje głośnego i rytmicznego śpiewu czym narody pochodzenia hiszpańskiego i latynoskiego wyróżniają się od Europejczyków ze wschodu oraz flag na płotach. Kibice, szczególnie największych klubów: Saprissa, LD Alajuelense oraz Herediano licznie jeżdżą na mecze wyjazdowe także te zagraniczne w klubowych pucharach, a od czasu do czasu gdy zagotuje się w nich latynoska krew do czego nie trzeba zbyt wiele potrafią urządzić przepychanki czy ganianki nawet z policją.

W 1991 powstała pierwsza grupa ultras prowadząca zorganizowany doping i nie byli to fani największego klubu w kraju Deportivo Saprissa, a ich głównego rywala czyli Alajuelense. Nazwali się oni „Barra La 12” czyli po prostu dwunasty zawodnik. Z czasem grupa przybierała na liczebności by do dziś być w topie kostarykańskiego ruchu ultras. Po drodze przybierali oni różne nazwy by jednak utrzymać „La 12”. Należy do nich pierwsza w historii zagraniczna eskapada zorganizowanej grupy kibicowskiej jaką odbyli w 2000 roku do sąsiedniej Panamy. Pomimo represji ze strony policji, którą szczególnie gani fanów za pirotechnikę grupa istnieje do dziś i ma się dobrze.

jeden z zagranicznych wojaży w ramach Ligi Mistrzów do Panamy

Przepychanki z policją

kibice LDA przeganiają ze stadionu fanów Cartagines

Grupa ultrasów dopingująca ze swojego sektora

 

Grupa „La Ultra Morada” czyli po prostu Purpurowa Armia to druga w historii ekipa z tego kraju. Powstała w 1995 roku i pomimo szykan głównie za stadionowe rozróby i pirotechnikę istnieje do dziś. Zasiadają za bramką na trybunie „La Cueva” gdzie prowadzą doping i prezentują oprawy. Z racji, że Saprissa to taka kostarykańska Legia Warszawa to jej kibice są w całym kraju.

Trzecia siła w kraju to oczywiście fani żółto-czerwonych. Garra Herediana powstała w 1996 roku

Ostatnia zorganizowana grupa ultras to kibice Cartagines. Fuerza Azul. Fani z Cartago potrafią zrobić niezłe pirotechniczne show czego dowód na poniższych filmach.

Pozostałe kluby posiadają kibiców raczej odpowiadających fanom siatkówki z polskich hal. Są kolorowi, nierzadko głośni, a także obecni na wyjazdach co w Kostaryce nie jest najtrudniejsze ze względu na niewielką powierzchnie kraju jednak nie jest to z całą pewnością ruch ultras jaki rozumiemy.

 

 

Kostarykańskie kluby: CS Herediano

Komentarz pod jednym z wpisów na twitterowym koncie CRfutbolPL skłonił mnie to rozpoczęcia wpisów wyczerpujących najważniejsze informacje o kostarykańskich klubach,  a jako, że dopadło mnie przeziębienie i dzisiejszy wieczór zamiast na siłowni spędzam w fotelu odwlekając podwyższanie swojego poziomu języka angielskiego poprzez naukę to zapraszam do lektury. Na pierwszy ogień trzeci zespół sezonu zasadniczego Invierno, który w 1/2 finału play-off stworzy najciekawszą parę z Deportivo Saprissa.

Historia

Club Sport Herediano bo tak brzmi pełna nazwa trzeciego w hierarchii klubu, pochodzącego z miasta Heredia założony został blisko 100 lat temu – w 1921 roku. Jednocześnie stał się on jednym z założycieli rozgrywek o mistrzostwo Kostaryki w tym samym roku, które zresztą sam wygrał.

Screenshot_2018-11-22 CostaRicaRetroFútbol ( CostaRicaRetroF) Twitter.png

Jedenastka CS Herediano z 1986 roku. /źródło: https://twitter.com/CostaRicaRetroF/

Najlepsze dekady w historii klubu to trzecia i czwarta gdy wygrywał ligę aż 10 krotnie. Łącznie klubowa gablota pomieściła ich 26. Jedyne trofeum międzynarodowe jest tak świeże, że znajdują się w nim jeszcze opary szampana. Żółto-Czerwoni zwyciężyli w I edycji CONCACAF League będącą zarazem eliminacjami do Ligi Mistrzów strefy CONCACAF. Finałowy dwumecz z CD Motaguę reprezentująca Honduras rozegrany był na przełomie października i listopada 2018 roku.

Stadion

Swoje mecze rozgrywają na The Eladio Rosabal Cordero w Heredii. Obiekt wielokrotnie modernizowany w przeszłości, może pomieścić blisko 8 tysięcy widzów. Dysponuje jedną krytą trybuną, a wszystkie miejsca, którymi dysponuje to plastikowe krzesełka. Obiekt rzecz jasna posiada sztuczne oświetlenie oraz spełnia wymogi Ligi Mistrzów CONCACAF.

Nawierzchnia co często spotykane w Kostaryce jest syntetyczna. Jednak z powodu licznych kontuzji coraz więcej klubów odchodzi od tego typu nawierzchni skłaniając się ku naturalnej trawie, zapewne tą drogą pójdą też zarządcy obiektu w Heredii.

893

/źródło: soccerway.com/

Kibice

Los Rojiamarillos posiadają liczne rzesze zagorzałych fanów. Atmosfera na meczach przypomina te z trybun argentyńskich, nie brakuje ultrasowania: świece dymne, flagi na kijach i płocie, serpentyny, konfetti czy zorganizowany doping – to wszystko znajdziecie na trybunie za bramką gdzie siedzą najbardziej fanatyczni. Frekwencja należy do jednej z najlepszych w lidze – średnia oscyluje wokół 5 tysięcy jednak na meczach z „Wielkiej Trójki” czyli pojedynkach z LD Alajuelense czy Saprissa nie sposób o wolne krzesełko.

Herediano-fans-Costa-Rica

Kostarykańczycy jako naród niezwykle pokojowy (pierwszy kraj, który zlikwidował swoją armię narodową już pod koniec I połowy XX wieku) raczej nie angażują się w zaplanowane chuligańskie ekscesy jak ma to miejsce w Europie, zwłaszcza środkowej jednak jak u wszystkich Latynosów ich krew gotuje się nad wyraz szybko czego dowód na filmiku poniżej. Występki takie to jednak rzadkość na kostarykańskich stadionach chociaż fanom Heredii zdarzały się gorsze jak chociażby w latach 90’tych podczas fety na boisku gdy zaatakowali piłkarzy i sztab boiskowych rywali.

Najważniejsi piłkarze

Junior Diaz Campbell – zapewne coś mówi Wam to nazwisko ? Toż to nasz ekstraklasowicz. Diaz spędził w krakowskiej Wiśle kilka sezonów skąd powędrował do Club Brugge,  a następnie do niemieckiej Bundesligi by grać w FSV Mainz czy Dramstadt. Powrócił on na zakończenie kariery do klubu, którego jest wychowankiem i mimo 34 lat wciąż gra tam pierwszy plac. Zabrakło go w finałowych potyczkach CONCACAF League z powodu kontuzji.

320px-Junior_Diaz_3

/ źrodło: wikipedia.org/

Jose Guillermo Ortiz – najlepszy strzelec tego sezonu w drużynie z Heredii. 26 latek jest ponadto reprezentantem Kostaryki gdzie w 6 występach trafił do siatki już dwukrotnie. Środkowy napastnik nikłego wzrostu (ledwie 173cm) grał już w przeszłości w MLS dla DC United gdzie w 18 grach trafił dwa razy do siatki co okazało się wynikiem zbyt mizernym by zakotwiczyć w Stanach na dłużej.

Yendrick Ruiz – „Jędrek” jak w uproszczeniu możemy nazwać tego gracza, również zaznał już chleba na obczyźnie jednak był to chleb typu naan 😉 ponieważ grał on w FC Pune City w Indiach oraz w Tajlandii. Siedmiokrotny reprezentant Kostaryki jest partnerem w ataku Ortiza i choć w lidze ustąpił mu miejsca w klasyfikacji strzelców zespołu, tak w CONCACAF League z 5 trafieniami wyróżnił się na tle zespołu.

Allan Cruz – strzelec bramki dla reprezentacji narodowej w ostatniej konfrontacji z reprezentacją Peru. Dla 22 latka był to pierwszy gol w drugim zaledwie występie w niebiesko-czerwonym trykocie. Środkowy pomocnik wyceniany jest na blisko 300 tysięcy euro.

Berny Burke – ostatni z opisywanych ale za to jedyny z grą w Europie. Prawy pomocnik pomimo młodego wieku rozegrał na wypożyczeniu ponad 30 meczy dla portugalskiej Santa Clara. Pomimo regularnej gry wrócił do ojczyzny zapewne dlatego, że nie udało mu się przebić wyżej, a zarobki na portugalskim II poziomie rozgrywek są porównywalne z tymi jakie otrzymuje w Herediano, a może nawet nieco niższe niż płace w Kostaryce.